Wspólnota Przymierza NOWY PĘD
Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu!
Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej,
niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych.
Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców,
wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć;
 i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone,
i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić,
tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga
Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie,
który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem,
 aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi.
1 Kor 1:26-31
Zaloguj Zarejestruj

Zaloguj się na swoje konto

Użytkownik *
Hasło *
Pamiętaj mnie

Utwórz konto

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Jak się nazywasz *
Użytkownik *
Hasło *
Powtórz hasło *
Twój e-mail *
Powtórz e-mail *
Captcha *
Reload Captcha
A A A
(fot. shutterstock.com)  

Czy celem odpoczywania jest wydajniejsza praca, a odpoczynek sam w sobie nie ma wartości? Wydaje się, że spoważnieliśmy, zapominając, jak Dawid tańczył kiedyś przed Panem.

Bóg nie narzuca nam życia w ascezie i ciężkiej pracy, lecz zachęca do wprowadzania w nasze życie harmonii, równowagi między pracą a odpoczynkiem.

Posty i umartwienia nie zbliżają nas do Boga bardziej niż odpoczynek i świętowanie. Pości się między innymi po to, by jeszcze bardziej odczuć świąteczną atmosferę, by potrawy lepiej smakowały, a radość wspólnego odpoczywania była wyraźniejsza. Dla ortodoksyjnych Żydów kalendarz świąt jest do dziś ich katechizmem. A dla nas?

Wydaje się, że skostnieliśmy, spoważnieliśmy i wychowujemy nasze dzieci jedynie w powadze wobec Boga, zapominając, jak Dawid tańczył kiedyś przed Panem. Traktujemy zabawę i odpoczynek z dystansem.

Nie pracujemy już po to, by lepiej, godniej i przyjemniej odpoczywać - odpoczywamy, by lepiej i efektywniej pracować. Warto więc uczyć nasze dzieci, że celem odpoczywania nie jest wydajniejsza praca, a odpoczynek sam w sobie ma wartość

Po co mamy dni wolne od pracy, święta i niedziele? By nabrać oddechu i rozpędu do pracy? Czy aby zatrzymać się i pomyśleć, po co żyjemy i za jakie cuda minionego tygodnia jesteśmy wdzięczni Bogu?

Za czasów Jezusa szabat był uczestniczeniem w odpoczynku Boga Stworzyciela. W szabat jedzono, śpiewano, opowiadano o tym, co dobrego spotkało ostatnio każdego członka rodziny.

Odpoczywanie w Starym Testamencie to przede wszystkim świętowanie. Starożytni odpoczywali radując się i okazując wdzięczność losowi, bogom, sobie nawzajem. Obdarowywali się prezentami i opowiadali o zwycięstwach - nigdy o porażkach. Gdy Pismo święte mówi o Święcie Namiotów, przywołuje słowa Pana brzmiące, co ciekawe, podobnie do przykazań dekalogu: "będziesz radował się przed Panem" (por. Pwt 16,10-11).
Odpoczynkiem było nie tylko świętowanie, ale także spędzanie czasu nad wodą, przy studni, na zielonej trawie, w cieniu drzewa lub winorośli.

Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.
Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszą. (Ps 23,1-3)

W Ewangelii według św. Mateusza czytamy: "Nie kłopoczcie się o siebie, ani o swoje ciało. Nie zamartwiajcie się. Czyż nie znaczycie więcej niż pokarm, a wasze ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom na niebie i liliom na polu" (por. Mt 6,25-32).

Przypatrywanie się ptakom i liliom - bez martwienia się, że czas ucieka - jest odpoczywaniem, kwadransem wakacji w rajskim ogrodzie, modlitwą bez intelektualnego wysiłku.

Tak spędzany czas chrześcijańscy mistycy nazywają modlitwą odpocznienia albo kontemplacją, która łączy nas z rozmodlonym Bogiem, zachwyconym wspaniałością stworzenia. Gdy trwamy w zachwycie, Bóg wypełnia nas sobą, mamy udział w Jego odpoczynku.

Taka modlitwa sprawia - tłumaczy św. Teresa od Jezusa - że nasza dusza staje się źródłem tryskającej wody. Nie musimy się niczym napełniać, niczym karmić, niczego rozumieć (por. św. Teresa od Jezusa, Twierdza wewnętrzna). Po prostu odpoczywamy w Bogu, zraszani od wewnątrz Jego łaską.
W naszych czasach doświadczamy coraz większego rozdarcia między koniecznością efektywnej pracy, a potrzebą dobrego odpoczynku. Coraz mniej potrafimy odpoczywać świętując. Coraz rzadziej bawimy się podczas religijnych uroczystości.

Coraz częściej narzekamy na ciężar świątecznych prac i obowiązków. Kościelna "impreza" z okazji świąt i uroczystości stała się ciążącym nam obowiązkiem, sztywnym rytuałem, którego trzeba dopełnić, by nie narazić się Panu Bogu.
Odpoczywanie z Bogiem to także bawienie się przed obliczem Stwórcy. Rozmowa z Bogiem może być pełna humoru i pogody ducha. Taniec i szuranie butami pośród jesiennych liści może być modlitwą.

Kolorowanie biblijnych scen bardziej przybliży dziecko do tajemnic wiary niż wykute na pamięć Wierzę w Boga. Radosne szwargotanie, znane w Odnowie w Duchu Świętym jako modlitwa językami, to także przykład radowania się przed Panem.
Do dziś pamiętam dziecięcą satysfakcję z malowania wydmuszek i radość z wielkanocnych zabaw, których nauczyli mnie dziadkowie. Bożonarodzeniowi kolędnicy, śmigus dyngus i wiele innych ochrzczonych ludowych zwyczajów to okazja, by pokazywać światu nasze radosne oblicze rozpromienione blaskiem Jezusa Chrystusa.

Bawmy się przed obliczem naszego Zbawiciela razem z dziećmi, bo jeśli nie staniemy się jak one, nie wejdziemy do królestwa Bożego.

Zabawa sprawia, że mamy lepsze relacje z ludźmi, a tym samym także z Bogiem. W zabawie nie spinamy się, nie usztywniamy się, wrzucamy na luz. Jest wiele chrześcijańskich gier planszowych i różnorodnych zabaw integrujących rodzinę.

Jednak wielu chrześcijańskich rodziców, zamiast bawić się z dziećmi, wysyła je na dodatkowe lekcje gry na instrumencie albo na naukę języka obcego.

Dzieci mają coraz mniej czasu na zabawę i nieraz ciężko pracują nie po to, by lepiej bawić się w przyszłości, lecz po to, by jako wybitni poligloci czy szkoleni od dzieciństwa artyści zabawiać innych i starzeć się, ciężką pracą zarabiając na uznanie.

Jak nigdy, aktualne są dzisiaj słowa Marka Twaina: "Ludzie nie dlatego przestają się bawić, że się starzeją, lecz starzeją się, bo przestają się bawić".
Odpoczynek i zabawa są bardzo ważne w wychowaniu dzieci i w życiu samych dorosłych. Jeśli nie będziemy dawali dziecku okazji do zabawy i nie będziemy bawili się z nim, to będzie bawiło się kosztem innych - robiąc różne psoty, mniej lub bardziej destrukcyjne, w zależności od wieku.

Wiemy, jak wiele krzywdy może wyrządzić zabawa środkami psychoaktywnymi. Wiele zła może się stać w rodzinie, w której dorastające dziecko nigdy nie nauczyło się bawić.

 

https://e.wydawnictwowam.pl/tyt,74084,Twoje-szczescie-jest-w-tobie-wydanie-4.htm?utm_source=deon&utm_medium=link_artykul

(fot. Wikimedia Commons)

Wielu katolikom procesja organizowana w Boże Ciało kojarzy się z uciążliwym obowiązkiem. Jest gorąco albo pada deszcz, a tu proboszcz każe chodzić po ulicach z pieśnią na ustach i do tego klękać na asfalcie. Spróbujmy więc spojrzeć na to wydarzenie trochę inaczej.

Po pierwsze wyobraź sobie, że procesja symbolizuje twoje życie tu na ziemi. Kościół naucza, że nasza ziemska egzystencja to nieustanne pielgrzymowanie ludu Bożego. A człowiek - homo sapiens - to przede wszystkim homo viator, czyli człowiek drogi. Ten swoisty wielobarwny pochód ulicami miast i wsi ma ci przypomnieć, skąd pochodzisz, dokąd zmierzasz i jaki jest sens twojej wędrówki.

Po drugie uświadom sobie to, co Kościół tego dnia świętuje. Czyli, że Chrystus w cudowny sposób obecny jest w Eucharystii. Nie widać tego, nie czuć - to przedmiot naszej chrześcijańskiej wiary. Nawet jeśli masz trudności z przyjęciem tego faktu, to idź w procesji w duchu się modląc słowami z Ewangelii: "Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!" (Mk 9,24) lub słowami Apostołów skierowanymi do Jezusa: "Przymnóż nam wiary!" (Łk 17,5).

Po trzecie zauważ fakt, że z powyższego wynika, iż ta procesja jest pielgrzymowaniem ludu, na którego czele idzie sam Bóg. Niesiona na czele pochodu monstrancja z Najświętszym Sakramentem mówi nam dobitnie, że w tej ziemskiej wędrówce mamy przewodnika nie byle jakiego. Jedni za liderów mają polityków lub artystów, inni idoli różnych subkultur, a my - chrześcijanie - idziemy za przewodnikiem doskonałym.

Po czwarte doceń ten wydawałoby się oczywisty fakt, że przez chrzest jesteś pełnoprawnym członkiem tej wędrującej wspólnoty. Rozejrzyj się na prawo i lewo, obok ciebie idą siostry i bracia, którzy niosą w sobie tę samą wiarę, co ty. Może was różnić wszystko: status materialny, poziom wykształcenia czy sympatie partyjne, ale wobec Przewodnika wszyscy jesteśmy równi i wszyscy nazywani jesteśmy jego przyjaciółmi.

Po piąte zwróć wagę na cztery ołtarze ustawione przy lokalnych drogach. Cztery ołtarze jak cztery strony świata, cztery czytania z czterech Ewangelii - razem dają całość, pełnię. Procesja jest więc symbolicznym obejściem całego świata (przestrzeń) i przeżyciem całego życia (czas), gdzie początkiem i końcem wędrówki jest świątynia, w której mieszka Bóg. Wszak nasze chrześcijańskie życie w świątyni się rozpoczyna (chrzest) i w świątyni kończy (pogrzeb).

Po szóste przypomnij sobie biblijną opowieść z Księgi Rodzaju, jak Bóg przechadzał się po ogrodzie Eden, gdzie wszystko było dobre. Po grzechu pierworodnym sytuacja jest inna. Zło zadomowiło się w świecie. Procesja Bożego Ciała w jakiś sposób jest chrześcijańską tęsknotą za utraconym rajem, za tym by w Bożym towarzystwie spacerować po bezgrzesznej ziemi. Dlatego symbolicznie obchodzimy cały świat, mając Boga za przewodnika, by jego świętością ten świat "zarazić" i przebóstwić.

Mówiąc współczesnym językiem procesję Bożego Ciała można by nazwać super-performancem, który ogniskuje w sobie oraz wyraża istotę katolickiego pojmowania świata i życia. Lubimy dziś wszelkie uliczne akcje, głośne manifestacje i flash-moby. Kościół wymyślił swój oryginalny i niepowtarzalny performance kilkaset lat temu, czyli zanim to stało się modne.

Chorzy na samych siebie

Marcin Jakimowicz

Kościół jest zbyt skoncentrowany na samym sobie. Nuci pod nosem: "Panie Jezu, nie oddamy Cię nikomu".

Fascynuje mnie to, w jaki sposób Jezus formował uczniów. Czy założył pod Jerozolimą jesziwę, w której od świtu do nocy uczył ich pedagogiki Królestwa? Nie! Wychodził z nimi do świata. Do ludzi. Do chorych, głodnych, opętanych, schwytanych w sidła śmierci. Uczniowie wiedzieli, że podobnie jak Mistrz „dziś, jutro i pojutrze muszą być w drodze”.

Niektórym wydaje się, że Kościół, który wyjdzie do świata, zatraci coś ze swej natury, zgubi po drodze sacrum i rozmieni się na drobne. A to działa, paradoksalnie, odwrotnie.

Jezus tuż przed wniebowstąpieniem nakazał (to nie była sugestia!) uczniom: „Idźcie!”. Kogo wysłał? Tych, którzy… wątpili.

„Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił: »Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody«”.

Myślę, że zbyt wiele miejsca poświęcamy lokalnym gierkom z naszego podwórka, zapominając przy tym o naszej zasadniczej misji: „Idźcie. Czyńcie uczniów”.

Dary i charyzmaty w naszej wspólnocie pojawiły się dopiero wówczas, gdy wyszliśmy na zewnątrz, by służyć innym.

Najmocniej dotyka mnie to Słowo, które… sam głoszę. To miecz obosieczny, więc tak naprawdę głoszę konferencje samemu sobie.

W notatkach kard. Bergoglia z przemówienia wygłoszonego podczas konklawe czytamy niezwykle mocne słowa, które stały się później dewizą papieża Franciszka: „Myślę, że wielokrotnie Jezus puka od środka, abyśmy pozwolili Mu wyjść. Kościół zachowuje się, jakby pragnął zamknąć Jezusa wewnątrz”.

Nic dziwnego. Ilu z nas wychowało się na piosence: „Panie Jezu, zabierzemy Cię do domu. Panie Jezu, nie oddamy Cię nikomu”. Nie oddamy Cię nikomu! A tak miło się śpiewało…

https://gosc.pl/doc/3110745.Chorzy-na-samych-siebie

 

Uwaga! Kontrowersja!

Marcin Jakimowicz

Nagle dał się słyszeć z nieba kontrowersyjny szum, jakby kontrowersyjne uderzenie gwałtownego wiatru. Ukazały się im też kontrowersyjne języki jakby z ognia…

…i wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i zaczęli mówić kontrowersyjnymi obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.

Zdumiewa mnie, że to, co dla pierwszego Kościoła było oczywistością (czytaj: oswojoną rzeczywistością) dla nas jest „nowym, kontrowersyjnym, pachnącym sekciarsko” zjawiskiem. Używamy niezrozumiałych dla pierwotnego Kościoła słów „charyzmatycy” jako określenie określonej wąskiej grupy.

Przeczytałem kiedyś znakomitą diagnozę: „To co my nazywamy przebudzeniem, Biblia nazywa Ewangelią”. Charyzmaty były dla pierwotnego Kościoła czymś tak naturalnym, że Paweł poświęcał im całe rozdziały swych listów. Gdybyż pisał „chciałbym, żeby niektórzy z was mówili językami”... Nauczał: „Chciałbym żebyście wszyscy mówili językami, jeszcze bardziej jednak pragnąłbym, żebyście prorokowali” (1 Kor 14, 5) i nie była to literacka metafora.

Dlaczego boimy się rzeczywistości Ducha? Bo wymyka się ona z ustalonych przez nas norm. Nie daje się zmieścić w ramach wyznaczonych przez naszą niewiarę. Duch nie przychodzi nigdy tak samo. Nie zna pojęcia stagnacji. Jego obecność jest niezwykle dynamiczna. Jest jak wiatr, ogień, strumień żywej wody. To my mamy dostosować się do Jego poruszeń, nie On do nas!

Gdy Duch mówi do Filipa „idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta” nie wyjaśnia, o co chodzi. Filip jest posłuszny temu poruszeniu i o nic nie pytając, wyłazi na pustą drogę. Gdyby usiadł i zaczął kalkulować, dworzanin odjechałby czytając niezrozumiałe proroctwa, o Baranku, który nie otwiera swoich ust.

 

https://gosc.pl/doc/2559947.Uwaga-Kontrowersja

fot. EPA / L'OSSERVATORE ROMANO)
 

Dopuszczenie kobiet do liturgicznego obmycia nóg w Wielki Czwartek nic w tym nie zmienia, niczego nie zaciemnia. Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie, pokazuje powszechność miłości Boga.

Kolejny skandal w Kościele. Papież Franciszek zmienił obrzęd umywania nóg w Wielki Czwartek. Pozwolił, żeby nie tylko mężczyźni, ale także kobiety były w nim uwzględniane. No i podniosło się tu i ówdzie larum, że Papież zmienia znaczenie symbolu tej liturgii. Jak zmienia? Jakie jest jej prawdziwe znaczenie?

Żeby to zrozumieć, trzeba sięgnąć nie do przepisów liturgicznych, tylko do tradycji Paschy żydowskiej. To, co robi Jezus, jest zrozumiałe w kontekście Paschy. W czasie wieczerzy paschalnej przychodził moment, kiedy umywano ręce. Niewolnik lub najmniejszy rangą członek rodziny dokonywał obmycia pozostałym członkom rodziny. W czasie Ostatniej Wieczerzy, która była Paschą, to Jezus wstaje od stołu i robi rzecz niesłychaną - zaczyna umywać uczniom nogi. Rozumiecie? Nie tylko postawił się w roli niewolnika, sługi, najmniejszego, ale poszedł radykalnie dalej - zamiast rąk umył im nogi - klękał przed każdym z nich. To był dla nich szok totalny. Jak On, Mesjasz, może robić takie rzeczy?!

Ale to oznaczało jedno: Bóg tak radykalnie kocha człowieka, że naprawdę staje w roli sługi, niewolnika, pada mu do stóp, żeby okazać swoją miłość. Bóg nie brzydzi się, nie wzbrania przed tym, by uniżyć samego siebie wobec człowieka, klęknąć przed nim, aby móc dotrzeć do niego z miłością. To nie jest jakiś tam symbol, to jest rzeczywistość i najgłębsza prawda o miłości Boga do człowieka, każdego człowieka. Dopuszczenie kobiet do liturgicznego obmycia nóg w Wielki Czwartek nic w tym nie zmienia, niczego nie zaciemnia. Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie, pokazuje powszechność miłości Boga, a nie ekskluzywizm. Ten gest nie jest zarezerwowany dla mężczyzn. Jest dla wszystkich.

Papież Franciszek od początku swojego pontyfikatu dopuszcza się "skandali wielkoczwartkowych". Wyjście z gestem umycia nóg poza mury watykańskich bazylik do więzień, do ubogich staje się kontrowersyjny. Ten gest od początku był i pozostanie gorszący, nawet dla ludzi wierzących. W czasie Ostatniej Wieczerzy zgorszył się nim Piotr. Zgorszył się radykalnością miłości Jezusa. Jego kategorie schematu, w którym odbywała się Pascha, nie pozwalały na taki gest.

Jezus przekroczył schemat, ale przecież to nie o schematy chodzi, ale o prawdziwą rzeczywistość. Niektórzy zarzucają Franciszkowi, że zrywa w ten sposób z hermeneutyką ciągłości liturgicznej. Jednak to, co robi Franciszek w Wielki Czwartek, jest jak najbardziej hermeneutyką ciągłości istoty tego, co wydarzyło się podczas obmycia nóg w Wieczerniku. Jezus umywa nogi wszystkim swoim uczniom w czasie Ostatniej Wieczerzy, nawet Judaszowi, który już Go zdradził, Piotrowi, który się Go zaprze, innym, którzy uciekną.

Jezus nie robi więc gestu dla wybranych, dla godnych tego. Wręcz przeciwnie, skandal tego gestu polega na tym, że On pada do stóp tych, którzy nie są tego godni, słabych, grzeszników, niewiernych. W wielu kościołach ten obrzęd zarezerwowany jest dla wybranych członków rad parafialnych lub przedniejszych parafian. To jest zerwanie z hermeneutyką ciągłości Ostatniej Wieczerzy. Są jednak takie parafie, które zapraszają na ten obrzęd ludzi ze schronisk dla bezdomnych, a Papież wychodzi z nim poza mury bazyliki do więzień, bo takie jest prawdziwe znaczenie tego gestu - Bóg wychodzi do człowieka, tego najmniejszego, tego najmniej godnego, żeby klęknąć przed nim i dać mu doświadczyć miłości. Miłości, która nie jest dla wybranych.

To jest hermeneutyka ciągłości z Ewangelią, w której Jezus mówi o tym, że Bóg szuka człowieka, zostawia 99 owiec, żeby iść i szukać tej jednej. To jest ta sama miłość. Miłość, która wychodzi poza grono kardynałów i przedniejszych zgromadzonych w bazylice, a wychodzi do więzienia, gdzie są ci ostatni. To jest hermeneutyka ewangelicznej ciągłości. To w czasie tej samej Ostatniej Wieczerzy Jezus powie: "Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów". Umycie nóg jest w łączności ze śmiercią na krzyżu. Jezus umiera za wszystkich. Ta miłość nie ma granic płciowych, narodowościowych, rasowych, religijnych, społecznych czy politycznych. Bóg kocha każdego. Gest umycia nóg ma jeden sens: jest okazaniem tejże właśnie miłości Boga człowiekowi.

Kiedy widzę Franciszka wychodzącego poza bazylikę, Franciszka przekraczającego pewne granice schematu, widzę w tym miłość Boga, która przekroczyła już dawno wszelkie granice. Przekroczyła je w Bożym Narodzeniu, w Wieczerniku i na Golgocie.

Ks. Łukasz Kachnowicz - duszpasterz akademicki, doktorant w Instytucie Historii Kościoła i Patrologii KUL, pasjonat zycia i ludzi.

https://www.deon.pl/141/art,2291,czy-papiez-moze-obmywac-nogi-kobietom.html

Modlitwa Wstawiennicza

Na czym polega modlitwa wstawiennicza?

Jest ona modlitwą, podczas której grupa osób wstawia się za człowiekiem potrzebującym umocnienia, uzdrowienia, uwolnienia, przez co objawia się i urzeczywistnia zatroskanie Boga o człowieka, który jest wrażliwy na jego cierpienie, grzech, zniewolenie.


Modlitwa wstawiennicza nie jest niczym innym, niż  jednym z rodzajów modlitwy prośby, wyróżniającym się tym, że nie modlimy się w niej za nas samych, ale  za kogoś innego. Osoba, za którą się modlimy przychodzi, sama prosi o modlitwę i podaje jej szczegółową intencję. 

Oprócz modlitwy, osoba otrzymuje doświadczenie Kościoła podczas modlitwy wstawienniczej. Człowiek czuje, że ktoś jest przy nim, że nie jest sam ze swoimi problemami.

Dlaczego lepiej modlić się wspólnotowo niż pojedynczo?

Pismo Święte mówi: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (MT 18, 20) oraz „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18, 19). Zapewnienie obecności samego Jezusa podczas takiej modlitwy, oraz większa skuteczność tej modlitwy, zachęca Nas do jej praktykowania.

Jeżeli potrzebujesz modlitwy, zapraszamy.

Modlitwa odbywa się w salce Domu Katolickiego, w co drugą sobotę przed spotkaniem modlitewnym Wspólnoty Nowy-Pęd, od godz. 16:00. Najlepiej umówić się mailowo (intencje.modlitewne@op.pl) lub telefonicznie-sms (501377219).

Pamiętaj, aby przystąpić do modlitwy w stanie łaski uświęcającej. W stanie grzechu ciężkiego jesteśmy oddaleni od Pana Boga i niezdolni przyjąć Jego dary. 

modlitwa-wstaw

Kurs Alfa

Alfa Sucha 

Pragniemy zaprosić chętnych na kurs w Suchej Beskidzkiej.

Gościnność, rozmowa, zrozumienie i ciekawe historie to określenia kursu Alfa, które niezwykle trafnie charakteryzują nas i naszych przyjaciół. 

Przyjdź i przekonaj się sam!


Czym jest kurs Alfa

Co to jest Kurs Alfa? 
Alfa to cykl 10 spotkań prezentujących podstawy chrześcijaństwa, w sposób przystępny i nie wywierający presji. Jest to miejsce, gdzie można dzielić się swoimi przemyśleniami i odkrywać sens życia. Alpha jest przeznaczona w pierwszym rzędzie dla osób, które nie chodzą do kościoła lub nie byli w kościele od dawna, a są zainteresowani wiarą chrześcijańską.

Zapraszamy na stronę naszych przyjaciół ze wspólnoty Góra Oliwna, to od nich uczyliśmy się prowadzić kursy Alfa.

Fundacja Nowy Pęd

Celem Fundacji jest: 
  1. Zapobieganie w duchu chrześcijańskim zjawiskom patologicznym powszechnie występującym we współczesnym społeczeństwie: chorobom, przemocy, biedzie, bezrobociu, przestępczości, narkomanii, alkoholizmowi i innym uzależnieniom. 
  2. Organizowanie w duchu chrześcijańskim pomocy materialnej, edukacyjnej, prawnej, medycznej: osobom bezrobotnym, resocjalizowanym, wychodzącym z nałogów i ich rodzinom. 
  3. Pomoc materialna, edukacyjna, prawna, medyczna osobom niepełnosprawnym, przewlekle chorym, starszym i innym w skrajnie trudnej sytuacji materialnej.

 
Obszary działań
  1. Działalność charytatywna
  2. Pomoc społeczna, w tym pomoc rodzinom i osobom w trudnej sytuacji życiowej oraz wyrównywanie ich szans
  3. Pomoc ofiarom katastrof, klęsk żywiołowych, konfliktów zbrojnych i wojen w kraju i za granicą
  4. Działalność na rzecz osób niepełnosprawnych
  5. Działalność na rzecz osób w wieku emerytalnym
 
  1. Ochrona i promocja zdrowia
  2. Przeciwdziałanie uzależnieniom i patologiom społecznym